23.11.17

Rozdział I

Słowa Wypowiedziane


“Jeśli popełniam błąd niech i tak będzie. Czy to z mojej strony już wypaczenie? A może to powłoka tego jutsu jest tak niedorzeczna? Miesza mi w głowie? Czy jako Kage nie powinienem baczyć na dobro Wioski?
Jednak…
Możliwości jakie ze sobą niesie. Władza niemal na wyciągnięcie ręki! Co jeśli ona czeka tylko na moje potknięcie?  Liczy, że zechce wypowiedzieć życzenie?
Czy mogła je spełnić? Jakie konsekwencje niosło to ze sobą?
Nie mogę już bardziej ryzykować.
Problemy z Jinchuurikim Shukaku, w którym to pokładałem, tak wielkie nadzieję.
Każda próba pozbycia się Gaary wyzwala w nim jedynie coraz bardziej mordercze zapędy. Obawiam się, że któregoś dnia mnie zabije, nim zrobię to ja.
….
Lalka… Marionetka…
Zakazane jutsu Mei, które nigdy nie powinno się narodzić.
Musi znikać, by nikt już nigdy jej nie znalazł.
Może to i barbarzyństwo, ale w końcu to tylko imitacja człowieka.
Ona.. na pewno nic nie czuje.
Niech bogowie mi wybaczą, jeśli się myle i popełniam niewybaczalny błąd. “


Gaara wciąż nie mógł się zdecydować, czy ma ochotę sprawdzać wiarygodność dziennika ojca, który znalazł kilka dni temu.  Większość zapisków brzmiała sensownie, jak i miała odzwierciedlenie w jego wspomnieniach, jak choćby próby zabicia go zlecone przez Czwartego. Nie spodziewał się, że były Kage tak skrupulatnie odnotowuje swoją porażkę z dopiskami, czego należy uniknąć przy kolejnej próbie.
Niepokoiło go jednak kilka, chaotycznych wpisów, tak bardzo nie pasujących do człowieka nazywanego Kazekage. Zapamiętał go jako stanowczego, twardo stąpającego po ziemi.  Kalkulującego zyski i straty, nawet jeśli w grę wchodziła jego własna rodzina.  Zawsze chłodny i analityczny. Stąd No Sabaku nie potrafił zrozumieć, czy słowa zapisane na papierze wciąż należą do mężczyzny, który był jego ojcem. Pomimo, pewności co do charakteru pisma, nie był w stanie objąć tego rozumem.
Wpisy zdawały się  pokazywać mu dwa zupełne oblicza jednej osoby. Choć było ich niewiele i dotyczyły czegoś, co brał za zupełny absurd, Czwartego ta sprawa wyprowadziła dosłownie z równowagi
Mei.
Nigdy nie słyszał takiego skrótu. Nie miał pojęcia co może znaczyć. Odkąd znalazł ten dziennik, przeszukał wszystkie archiwa w Sunie i wciąż nie miał żadnego punktu zaczepienia, poza tym, co zostawił mu Czwarty. Choć musiał sam przyznać, że ani przez chwilę nie dopuszczał do siebie myśli, o tym iż mogłaby być to prawda.
Prędzej przyznałby się, iż poprzedni Kagę popadał w szaleństwo.
Mimo wszystko był zaniepokojony brakiem jakiejkolwiek informacji, na temat  tego zakazanego jutsu na tyle, że postanowił skontaktować się z Konohą. Sam w tym czasie postanowił sprawić na ile zapiski w tej małej książeczce mówią prawdę.
Schodząc do piwnicy, czuł się jakby sam postradał zmysły. Kto by ukrywał zakazane jutsu we własnym domu? Na dodatek w piwnicy? Przecież jego ojciec nie mógł być aż takim głupcem! Miał trójkę dzieci, prędzej, czy później on albo któreś z jego rodzeństwa znalazło by zwój.
Z drugiej  jednak strony uczynił z własnego syna Jinchuuriki więc równie dobrze mógł ukryć zakazaną technikę we własnym domu.
Rozejrzał się spokojnie szukając opisywanego miejsca, w zagraconym pomieszczeniu. W końcu dostrzegł kawałek wolnej ściany przy jednym z narożników. Na oko było to może z pięćdziesiąt centymetrów szerokości, mniej więcej zgadzało się ze wskazówkami z dziennika.
Z cichym westchnieniem kucnął i zaczął przekładać książki i inne papiery, które zapewne zostawiła tu Temari. Ułożył wszystko na jednym z kartonów w  chybotliwy stosik, po czym przetarł dłonią podłogę z piasku.
Czując pod palcami delikatne wyżłobienia, zamarł na chwilę.
Symbol piasku.
Czy on również był szalony? A może to wszystko mu się śni? Za dużo razy czytał to wszystko, aż ubzdurał sobie, że to prawda?
Wziął jeden głębszy oddech, dopiero teraz, zdając sobie sprawę jak bardzo się denerwuje.
Wypełnił symbol piaskiem, którym władał, słysząc dźwięk rozsypującej się obok niego ściany. Otoczył go kurz, odruchowo, przymknął oczy. Wszystko działo się w ciągu kilku sekund.  Po chwili już kucał po kostki w piasku, który był pozostałością po tym małym kawałku ściany.
Rozsypując się ukazała korytarz, a na jego końcu widział drzwi z jakąś pieczęcią na samym środku.
Wciąż nieco oszołomiony wstał, stawiając niepewne kroki, jakby nie wiedział do końca, czy chce zawrócić, czy może przekonać się co za nimi znajdzie.
Wiedział, co za nimi znajdzie, zadawał sobie pytanie, czy na pewno chcę to zobaczyć. Dziennik do tej pory go nie zawiódł ani razu. Więc jeśli to, co Czwarty opisuje w nim dalej również jest prawdą
Zatoczył się lekko, opierając całym ciężarem o jedną ze ścian, czując, że jest mu słabo. Nie potrafił zrozumieć, jak jego ojciec mógł na to pozwolić. Umieścił tu żywego człowieka podczas, gdy oni mieszkali tylko kilka metrów wyżej?
Nie obecnie, nieco chaotycznie przemierzył ostatnie metry, zrywając pieczęć Kazekage, pozostawioną tu nie wiadomo, jak dawno temu.
Drżącą dłonią złapał za klamkę, słysząc jak krew szumi mu uszach. Nie pamiętał, kiedy był ostatnio tak zaniepokojony. Nie potrafił sobie przypomnieć, czy coś doprowadziło go do takiego stanu.
Coś ewidentnie było nie tak, tylko jeszcze nie potrafił określić co.
Czwarty ukrył tu coś, co miało tu pozostać. Napewno nie przypuszczał, że syn, którego tak nienawidził zostanie następnym Kage. Tylko to pozwalało mu tu wejść. Kontrola nad piaskiem i bycie kolejnym przywódcą Wioski.  
W każdym innym wypadku trzeba by było dwoje ludzi.
Czy chciał odsłonić prawdę?  Przekroczyć próg i dowiedzieć się, że istniało coś, co czyhało na niego za młodu, uśpione tu w piwnicy, gotowe by w każdej chwili go zabić, gdy przyjdzie taka konieczność?
Spójrzmy w takim razie śmierci w oczy.
Nie pamiętał momentu, w którym otworzył drzwi. Małe pomieszczenie, nie większe niż dwa na dwa metry. Panowała w nim nieprzenikniona ciemność, dopiero jego wtargnięcie rzuciło nieco światła, oświetlając sam środek pokoju.
Krzesło, które jak się spodziewał nie było puste.
Nie był jednak przygotowany na widok drobnych, pokrytych kurzem stóp. Obserwował oniemiały to niemożliwe zjawisko.  Stare, pokryte kurzem  jak i miejscami przetarte prześcieradło okrywało kobiecą postać.
Wokół jej twarzy pająki utworzyły setki nakładających się na siebie pajęczyn, co mimowolnie kojarzyło mu się z upiornym welonem. Z pod tego zawiłego dzieła pająków spoglądały na niego nieobecne, brązowe oczy.  Tak bardzo odstające od reszty jej wyglądu, jakby patrzył w otchłań.
- Kim jesteś? - jego głos był wyjątkowo cichy, jakby bał się, że każdy głośniejszy dźwięk sprawi iż nieznajoma zniknie, bądź zmieni się w potwora z jego dziecięcych koszmarów.
- Jesteś Kazekage? - usłyszał cichy, delikatny głos białowłosej, która spojrzała na niego nieprzytomnie.
Zdawało mu się, że zupełnie nie zdaje sobie sprawy co się wokół niej dzieje. Wyglądała na oszołomioną i zagubioną. Wyrwaną z transu, trwającego diabli wiedzą ile. Czy Czwarty uwięził ją w jakimś genjutsu, które przełamał wchodząc tu?
- Tak, kim jesteś? - powtórzył wciąż nie podnosząc głosu.
Samotność bijąca od niej była aż dusząca. Czuł, że nikt nie zasługuje na pozostawienie w takim zamknięciu. Zwłaszcza, że przeżyła. Mając za jedyną przyjaciółkę przytłaczającą pustkę i ciemność.
Sprawiło to, że poczuł się jak mały chłopiec. Chłopiec, którego wszyscy odrzucili. Skazany na towarzystwo samego siebie. Nienawidził tego uczucia, zwłaszcza, gdy zyskał przyjaciela, który odpędził ciemne chmury z jego serca.
- Jestem Mei, zakazane jutsu marzeń - odpowiedziała powoli po dłuższej chwili, a jej oczy zaczęły się zamykać.
Zaraz też głowa Mei opadła bezwładnie. Gaara widząc to podszedł do niej szybko łapiąc ją ostrożnie.
Miał ogromny mętlik w głowie. Jutsu zapisywane są w zwojach! Nigdy, ale to nigdy żadna technika nie była człowiekiem. A przecież wszystkie znaki wskazywały na to, że trzyma żywą, młodą kobietę. Osobę, która była uwięziona tu kilkanaście lat i według wszelkich zasad powinna być martwa, tymczasem miała się według niego zbyt dobrze.
Te pokręcone rozważanie, iż to wszystko za sprawą tego, że faktycznie słowa Czwartego są prawdą. Mimo jego przekonania, że jego ojciec pisał jawne herezje, teraz był skłonny w nie uwierzyć.
Ostrożnie wziął ją na ręce, chcąc zabrać z jego miejsca, gdy poczuł w umyśle leniwe poruszenie drugiej jaźni, które niemal zwaliło go z nóg. Zacisnął zęby, zaciskając mocno powieki. Oddychał z trudem, nie rozumiejąc dlaczego teraz.
Ichibi
Warknął cicho w myślach. Brakowało mu jeszcze tylko tego, żeby ten przeklęty szop reagował na Mei. Wystarczająco trudno było utrzymać nad nim kontrolę bez dodatkowych, niechcianych bodźców.
Rzucił jeszcze raz okiem na nieprzytomną dziewczynę i złapał za prześcieradło, wiedząc, że zsunęło się z jej ciała, ukazując jej pełne piersi. Musnął przy tym dłonią jej nagie ramię, słysząc jak w jego głowie przetoczyło się głośne, złowrogie mruczenie.
Musiał stąd wyjść. Poprosić Temari, by znalazła białowłosej jakieś ubrania. Sam powinien zachować od niej dystans. Z niewiadomych powodów sprawiała, że Shukaku mógł stać się dla niego zagrożeniem.
*
- Tsunade, dlaczego tu jesteśmy? – zapytała Sakura, która towarzyszyła piątej Hokage do Suny z nie do końca znanych sobie powodów. Tsunade wybrała ją na ostatnią chwile zamiast Shizune, która się rozchorowała i musiała zostać w wiosce.
Wiedziała, że chodziło o coś ważnego. Gdy kilka dni temu Piąta dostała wiadomość od Kazekage, chodziła bardziej nerwowa niż zazwyczaj.  Do tego zleciła przeszukiwanie archiwum Kakashiemu, lecz nikt nie wiedział, co tak właściwie  chciała znaleźć.
- Gaara znalazł wzmianki o zakazanym jutsu, o którym nic tak naprawdę nie wiemy. Poprzedni Kage skrzętnie ukrywał jakiekolwiek informacje na jego temat. A sama przecież wiesz, ile mamy teraz problemów na głowie - odpowiedziała kobieta stojąc przy oknie, wpatrując się w rozległą pustynię, jakby to właśnie wśród piasków znajdowała się odpowiedź na jej pytania.
Mieli już na głowie Akatsuki, które polowało na Bijuu. Konoha musiała bronić Naruto, a Suna z kolei była nieufna wobec No Sabaku, który został Kage. Jak miał bronić wioski skoro mieszkańcy wciąż spoglądali na niego nieufnie, okazując niemal wrogość. Shinobi nie wierzyli, że zdoła pohamować swoje mordercze zapędy, czy też zapanuje nad Shukaku.  Tsunade ze smutkiem, musiała stwierdzić, iż Gaarze przyjdzie zmierzyć się z tym zupełnie samemu.
Teraz na dodatek spadło im na głowę to tajemnicze jutsu. Myślała, że od dawna nie pojawiła się żadna nowa zakazana technika.
Myliła się.
Miała jedynie nadzieję, że nie jest to coś, co przysporzy im jeszcze więcej kłopotów.
Jej rozmyślania przerwał odgłos otwieranych drzwi, przez co obróciła się, widząc osobę, na którą czekały.
- Udało ci się znaleźć zwój? - zapytała od razu Tsunade.
Gaara spojrzał na nią po czym rozejrzał się po gabinecie, z zaskoczeniem, zauważając Sakurę, której się tu nie spodziewał, a która musiała towarzyszyć Hokage.  Czuł, że nie jest w stanie wydusić z siebie słów, cisnących mu się na język.
Jak miał się przyznać, iż postradał zmysły?
Jak miał oznajmić to, co odkrył?
Jak miał powiedzieć, że zakazane jutsu jest człowiekiem?
- W pewnym sensie. Słyszałyście kiedyś o jutsu marzeń? - zapytał w końcu, opierając się o ścianę, a ręce splótł na torsie. Nie mógł pozwolić sobie na ujawnienie jakichkolwiek emocji.
- Jutsu marzeń? Pierwsze słyszę. – mruknęła blondynka, przechadzając się w tą i z powrotem. Słyszała o naprawdę wielu zakazanych technikach ale tę nazwę słyszała pierwszy raz. Nie wiedziała nawet z czym ją skojarzyć, ani do jakiej wioski by mogła ją przypisać.
- Możesz też o niej mówić Mei, aczkolwiek na razie z nią nie porozmawiasz ponieważ śpi. – dodał obserwując reakcje obu kobiet.
- Jak to śpi? – wydusiła zszokowana Haruno, kiedy dotarł od niej sens tych słów.
- Gaara, do cholery! Nie mamy czasu wiesz, że zarówno ty, jak i Naruto jesteście w niebezpieczeństwie. To nie pora na żarty. – Senju straciła cierpliwość. Nie po to się tu fatygowała. Myślała, że faktycznie mają powód do niepokoju.  A tymczasem to tylko fałszywy alarm. Wyjątkowo mało śmieszny żart, który tylko pogarszał stosunki pomiędzy Konohą a Suną.
- Nasze jutsu jest człowiekiem. Pisałem w liście, że w dzienniku ojciec nazywał je Mei, jak się okazało nie bez powodu. Mnie nie pytaj jak to jest możliwe sam chciałbym to wiedzieć. – mruknął No Sabaku.


~*~

Miałam opublikować ten rozdział już dawno, jednak ciągle coś mi w tym przeszkadzało.
Ech, mówiąc szczerze nie wiem, kiedy wrzucę coś następnego, bo chwilami nie mam sił do wszystkiego.
Jeśli ktoś tu jeszcze zagląda - to dziękuję, miło jest mieć świadomość, że ktoś jednak czeka na te bazgroły.
Pozdrawiam! ^^

Obserwatorzy